Spis treści
Opinia · Polityka
A co, jeśli wygra Bregman?: „Prawdziwe (ale szybkie) wyjście przez lewicę”
Argentyńska lewica widzi okno możliwości. Co by się stało, gdyby je wykorzystała?
https://conciencia-democratica.org/articulos/y-si-gana-myriam-bregman-una-verdadera-pero-rapida-salida-por-la-izquierda?lang=plAutor Felipe Galli27 sierpnia 202616 min czytania
Pogłębiona lektura
Wczoraj my, Argentyńczycy, widzieliśmy trockistowską posłankę Myriam Bregman na konferencji prasowej opozycji wobec rządu Javiera Mileia, z działaczami peronizmu ustawionymi za nią.
„Zadłużenie to oszustwo, nie ma zadłużonych, są oszukani" — wyjaśniała posłanka Frente de Izquierda na tym spotkaniu, zorganizowanym w okresie poprzedzającym specjalną sesję Izby Deputowanych zaplanowaną na 9 września, podczas której opozycja (peronizm, FIT i inne ugrupowania) z łączną liczbą 133 posłów chce rozpatrzyć nadmierne zadłużenie milionów rodzin oraz przedłużenie stanu wyjątkowego w dziedzinie niepełnosprawności. To żądanie wynika z gwałtownego wzrostu zaległości kredytowych (o około 12%), napędzanego przez długi z kart i aplikacji (jak MercadoPago) do pokrywania podstawowych potrzeb w obliczu spadku siły nabywczej wynagrodzeń i emerytur w kraju.
Wracając do Bregman i peronizmu: ktokolwiek rozumie podstawy polityki w ogóle, zobaczy, jak niezwykłe jest to, że siła z przeciętnym minimalnym wynikiem 30% głosów ustępuje centralnego miejsca działaczce siły z przeciętnym maksymalnym wynikiem 5%. Ktokolwiek ma pewne doświadczenie w obserwowaniu argentyńskiej polityki, rozumie skalę wrażenia, jakie to musiało wywrzeć, zwłaszcza w szeregach strapionych peronistycznych działaczy. Ktokolwiek ma nieco więcej doświadczenia, może zauważyć, że biorąc pod uwagę karmy i mantry otaczające argentyńską politykę, nie jest to aż tak zaskakujące.
Równolegle z kwestiami do rozpatrzenia na tamtej sesji pojawiają się symbolizmy, jakie nasuwa widok Bregman „prowadzącej" proces opozycji. Zaskakujący wzrost trockistowskiej działaczki w niektórych sondażach zamiarów wyborczych w Argentynie, jej stosunkowo wysoki pozytywny wizerunek i dyskusje, które to generuje, są bez wątpienia godne analizy. Fakt, że kandydatka skrajnie lewicowej przestrzeni jest bliska przekroczenia 10% zamiarów wyborczych, wzbudziłby komentarze w praktycznie każdym kraju. A Argentyna, choć już przyzwyczajona w tych trzech latach libertariańskiego rządu do niespodzianek, nie jest wyjątkiem.
Argentyna to kraj, z którego wyjeżdżasz na dwadzieścia lat i nic się nie zmieniło, ale wyjeżdżasz na 15 minut i wszystko się zmieniło. Działamy zatem w wyścigu z czasem, pisząc ten tekst. Niemniej oto bardzo szybki przegląd „fenomenu Myriam Bregman" — kim jest i skąd pochodzi (przede wszystkim dla zagranicznych czytelników) — i z jedynym celem ćwiczenia utopii (lub dystopii, zależnie od opinii), zadajemy sobie pytanie, co by się stało, gdyby posłanka dotarła tak daleko, że założyłaby prezydencką szarfę.
Kim jest Myriam Bregman?
Warto prześledzić biograficzną trajektorię samej Bregman. Żydowskiego pochodzenia, urodzona w 1972 roku w miasteczku na zachodzie prowincji Buenos Aires, jest adwokatką Uniwersytetu Buenos Aires. To w czasie studiów zaczęła działać w ówcześnie marginalnym Partido de los Trabajadores Socialistas, którego jest członkinią od tamtej pory. W 1997 roku współzałożyła Centro de Profesionales por los Derechos Humanos (CeProDH).
Kariera prawnicza Bregman angażuje ją w sprawy o wysokim profilu zarówno w kwestiach praw człowieka, jak i jako reprezentantki grup pracowników w sprawach pracowniczych o silnym wpływie medialnym. Między innymi była stroną cywilną w sprawach przeciwko bezpośrednim represjorantom ostatniej argentyńskiej dyktatury wojskowej, takim jak Miguel Etchecolatz i Jorge „Tigre" Acosta.
Bregman rozwinęła karierę wyborczą przede wszystkim w mieście Buenos Aires. Kandydowała na szefową rządu w 2011 roku, uzyskując mniej niż 1% głosów. W 2013 roku zajęła drugie miejsce na liście FIT dla legislatorów stołecznych, ale nie została wybrana. Znowu ubiegała się o stanowisko szefa stolicy w 2015 roku, tym razem osiągając 3%. Kilka miesięcy później była kandydatką na wiceprezydenta i partnerką wyborczą Nicolása del Caño, z podobnym wynikiem na poziomie krajowym.
W 2017 roku Bregman prowadziła listę FIT do legislatury stołecznej, uzyskując 6,3% głosów i po raz pierwszy osiągając mandat. W 2021 roku była kandydatką na posłankę krajową, prowadząc dynamiczną kampanię, w której bezpośrednio konfrontowała się z Javierem Mileiem i korzystała z głośnych starć z nim w debatach. Osiągnęła w ten sposób prawie 8% preferencji w stolicy, wystarczające do dotarcia do Izby Deputowanych. Zajmowała stanowisko do 2024 roku, kiedy to zrezygnowała zgodnie z polityką „rotacji stanowisk" FIT-U.
W 2023 roku Bregman startowała jako kandydatka na prezydenta kraju. W prawyborach udało jej się pokonać wewnętrzne wyzwanie ze strony Gabriela Solano z najbardziej ideologicznie agresywnego skrzydła koalicji w ramach FIT-U. Jednak poniosła straty z powodu przyspieszonej konsolidacji postępowego głosu wokół Sergio Massy i zakończyła wybory powszechne z wynikiem 2,7% preferencji, poniżej wyników osiągniętych przez FIT-U w poprzednich cyklach.
Pomimo tego niepowodzenia Bregman ponownie poprowadziła listy posłów ze stolicy na wyborach śródmandatowych 2025, gdzie doprowadziła FIT-U do jego historycznie najlepszego wyniku w mieście z wynikiem 9%, powracając w ten sposób do Izby Deputowanych.
Czym jest Frente de Izquierda?
W przeciwieństwie do innych personalistycznych zjawisk wyborczych w Argentynie (jak Macri i Milei w przypadkach, gdzie doprowadziło to do prezydentury, czy Massa w przypadku tych, którzy byli blisko, ale nie dotarli), w przypadku Bregman partia wyprzedza działaczkę. Daje to okazję do krótkiego przeglądu argentyńskiego trockizmu jako przestrzeni, FIT-U jako siły politycznej.
W Argentynie „instytucjonalna lewica" (która w innych krajach obejmuje od socjaldemokracji po demokratycznych socjalistów) została przechwycona elektoralnie przez peronizm i niektóre frakcje radykalizmu. Sprawiło to, że w wielu przypadkach bardziej umiarkowane lewicowe sektory skłaniają się ku współpracy lub koalicji z PJ i UCR, zamiast sięgać po trzecie siły niezdolne do konkurowania wyborczego.
Ten kontekst, który pogłębił się później wraz z końcem zimnej wojny i kryzysami takimi jak ten z 2001 roku, umożliwił trockizmowi (marginalnemu w prawie każdym innym kraju) stopniowe wyrastanie na najpotężniejszą nieperonistyczną lewicową ekspresję w Argentynie. Podczas kirchneryzmu (który ostatecznie wchłonął lewicowe wyrazy powiązane z chavizmem) ta pozycja utrwaliłaby się z powstaniem koalicji. Zawdzięcza to przede wszystkim swojemu bezkompromisowemu charakterowi, stałej odmowie współpracy z innymi siłami politycznymi i szerokiej obecności w intelektualizmie akademickim, gdzie ma niektóre ze swoich głównych bastionów (choć jej kontrola nad przestrzeniami takimi jak centra studenckie zmniejszyła się w ostatnich latach).
Frente de Izquierda y de los Trabajadores (FIT) zostało założone w 2011 roku przez trzy partie polityczne: Partido de los Trabajadores Socialistas (z większym zasięgiem miejskim), Partido Obrero (jedyna siła z aparatem w prawie wszystkich prowincjach kraju) i Izquierda Socialista (najmniejsza). Później dołączyło Movimiento Socialista de los Trabajadores, dodając słowo „Unidad" do swojej nazwy (FIT-U).
Pomimo ideologicznej bezkompromisowości i zerwania z innymi przestrzeniami nowoczesnej lewicy, FIT-U potrafiło zintegrować w swoim dyskursie (poprzez teorię internacjonalistyczną) zglobalizowane logiki XXI wieku, takie jak feminizm (gdzie postaci takie jak Bregman odgrywały bardzo głośną rolę osobistą, zwłaszcza w walce o legalizację aborcji), prawa LGBT i ekologizm. Wykazują też znacznie solidniejsze zarządzanie mediami społecznościowymi niż peronizm, co doprowadziło je do obecności cyfrowej znacznie powyżej ich procentu głosów.
Biorąc to pod uwagę, choć koalicja nigdy nie uzyskała więcej niż 3% głosów w wyborach prezydenckich i 7% w wyborach legislacyjnych, jej ciągła obecność parlamentarna (zarówno w Kongresie, jak i w legislaturach prowincjonalnych) i stabilność jako siły politycznej (na przykład będąc koalicją używającą tej samej nazwy najdłużej) czynią ją formacją trockistowską o największym ciężarze wyborczym i obecności instytucjonalnej na Ziemi.
Skąd pochodzi „fenomen Bregman"?
Zanim podejmiemy się zadania wyobrażenia sobie hipotetycznego scenariusza triumfu Myriam Bregman, trzeba przeanalizować aspekty rzeczywistości, które prowadzą do tego, że dziś... wyobrażamy sobie hipotetyczny scenariusz triumfu Myriam Bregman. Czyli wyjaśnić, dlaczego rośnie w sondażach, mimo że nie zmieniła istotnie ani dyskursu, ani symboliki, ani retoryki, które doprowadziły ją i jej partię (mimo znaczącego zaplecza aktywistów i ciągłej kontroli nad ważnym czynnikiem władzy, jakim są miejskie środowiska akademickie) do nieprzerwanego utrzymywania się na poziomie 3-5% głosów w skali krajowej.
Nie, odpowiedź nie jest tak prosta jak „sondaże kłamią"; za tym kryje się coś realnego, a jej rosnąca obecność medialna, poza funkcjonalnymi kalkulacjami, jakich dokonują inne siły polityczne (w tym sam rząd) w tej kwestii, świadczą o tym, że zjawisko jest dalekie od bycia uogólnionym błędem statystycznym.
Po pierwsze, stwierdzamy, że jest to zjawisko osobiste wokół samej Bregman, a nie jej przestrzeni politycznej (tj. FIT-U). Żaden inny działacz Lewicy nie ma jej zamiarów wyborczych ani publicznej aprobaty. Duża część tego wynika z osobistych cech, które ona spełnia i które nakrywają polityczną powierzchowność otaczającą rywalizację wyborczą w Argentynie: jest miejską kobietą w średnim wieku, estetycznie zrównoważoną, z przyzwoitą retoryką i karierą zawodową jako adwokatkę oraz instytucjonalną jako parlamentarzystkę.
Potem jest jej osobista historia polityczna: milituje w tej samej partii od lat 90., prezentuje te same idee odkąd zaczęła to robić i przeszła przez swój mandat instytucjonalny bez głośnych skandali z jej udziałem. Znalezienie innego działacza z tymi trzema cechami razem we współczesnej Argentynie nie jest uważane za rzadkie, lecz za prawie niemożliwe. Zrozumiałe jest więc, że przynosi jej to szacunek wśród osób, które nie podzielają wszystkich jej idei (dlatego jej pozytywny wizerunek jest znacznie wyższy niż zamiary wyborce).
I wreszcie kończymy z zewnętrznym kontekstem, który jej sprzyja. Do spadku popularności rządu wśród młodzieży (w tym tych, którzy będą głosować po raz pierwszy w 2027 roku, o których mówiliśmy już we wcześniejszym tekście) dochodzi głęboki impas, w jakim znajduje się peronistyczna opozycja, pogrążona w serii wewnętrznych walk, publicznych wpadek i wcześniejszej kompromitacji rządu Alberta Fernándeza. Wszystko to, choć nie wyjaśnia tego samo w sobie, przyczyniło się do wzrostu Bregman.
W tym samym poprzednim tekście omówiliśmy oczywiste problemy, z jakimi boryka się FIT-U, od braku zdefiniowanego programu rządowego (przypisywanego przez nich samych ich własnemu braku zainteresowania polityką wyborczą) po trudności z odwołaniem się do nacjonalistycznego dyskursu w obliczu „patriotycznej fali" wywołanej Mundialem. To ostatnie było obchodzone przez odwołanie się do marksistowskiego antyimperializmu. Zarówno Bregman, jak i jej towarzysz Nicolás del Caño głośniej eksploatowali kwestie takie jak sprawa Malwinów i wykup ziemi przez cudzoziemców, wkraczając na teren dotychczas twardo zdominowany przez peronizm.
Teraz jednak postawmy sobie najważniejsze pytanie. Załóżmy, że przez cud polityczny jeszcze niezauważony Myriam Bregman wygrywa wybory 2027. Jaki byłby najbardziej prawdopodobny wynik przy obecnych warunkach politycznych?
Wyobrażając sobie scenariusz: Jak Bregman obejmuje urząd
Choć jest to scenariusz w 100% hipotetyczny i wyobrażony, aby móc go poprawnie zastosować, konieczne jest sprowadzenie na ziemię pewnych iluzji i kalkulacji, aby go „uczynić spójnym". To znaczy szukać najbardziej prawdopodobnego możliwego scenariusza, w którym coś, co dziś wydaje się utopią, może się przejawiać (i tym samym być analizowane) jako coś realnego.
Po pierwsze, triumf Myriam Bregman w 2027 roku zakłada najgorszy możliwy scenariusz społeczny, ekonomiczny, polityczny i wyborczy zarówno dla Mileia (który do ostatniego dnia liczyłby na zasoby państwa i tradycyjny anty-peronistyczny aparat polityczny na swoją korzyść w kampanii wyborczej), jak i dla peronizmu (który podzielony czy nie, dysponuje brutalną strukturą aktywistyczną i ekonomiczną, oprócz kontroli zasobów kluczowych gubernatorstw i urzędów burmistrzów).
Zakładamy co następuje: sytuacja gospodarcza znacząco się pogarsza, Milei udaje się utrzymać jedność tradycyjnego anty-peronizmu, peronizm wystawia wiele kandydatur, a Bregman udaje się sformułować minimalny program rządu, zorganizować tymczasową koalicję z sektorem dawnego kirchneryzmu lub pochwycić protest głos odsuniętych sektorów i młodzieży. Dzięki temu osiąga zaskakujące pierwsze lub drugie miejsce, które prowadzi ją do drugiej tury, którą wygrywa niewielką przewagą.
Naprzeciw tego mamy trzy nieusuwalne czynniki, które nie zmieniłyby się nawet w najlepszym możliwym scenariuszu dla Bregman: jej zerowa kontrola nad dźwigniami instytucjonalnymi (Kongres, prowincje i podział zasobów), jej zerowa kontrola nad dźwigniami strukturalnymi (biznes, media i ukryte ośrodki władzy) oraz oczekiwana reakcja zainteresowanych grup władzy (od paniki bankowej po triumfie skrajnie lewicowej kandydatury po naciski polityczne ze strony obcych mocarstw i instytucji takich jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy).
I wtedy pojawiają się jedyne dwa scenariusze, w których dalszy bieg zależałby od politycznej decyzji samej Bregman: czy stara się robić to, co obiecuje robić, kontra czy stara się robić to, co może robić.
Scenariusz pierwszy: Bregman robi wszystko, co obiecuje robić
Scenariusz pierwszy nie wymaga zbytniej analizy w odniesieniu do jego początku i przewidywalnych konsekwencji. Myriam Bregman obejmuje urząd i zdając sprawę z ideologicznego radykalizmu, który przejawia w swoich przemówieniach, decyduje się bezpośrednio wypełnić swój komunistyczny i trockistowski program polityczny. Zapowiadam wynik: nie tylko nie wychodzi dobrze, po prostu nie wychodzi.
Niemal jedyne dokumenty, w których FIT-U przedstawiło, co zrobiłoby, gdyby kiedykolwiek jeden z jego działaczy założył prezydencką szarfę, wskazują na szereg kluczowych dekretów: zakaz wszelkich zwolnień w sektorze publicznym i prywatnym na 24 miesiące, obowiązkową indeksację wynagrodzeń, emerytur i świadczeń społecznych do inflacji oraz skrócenie czasu pracy; natychmiastowe zaprzestanie płatności na rzecz Międzynarodowego Funduszu Walutowego; oraz upaństwowienie licznych usług i infrastruktur.
Ale zanim czytelnik (zależnie od swojej ideologii) rzuci się tłumaczyć mi, dlaczego byłyby to dobre środki, lub z góry lamentować, jakie złe by były — pozwólcie, że zaoszczędzę Wasz cenny czas: nigdy do tego nie dojdzie.
Do bardzo wysokiego iluzorycznego wyciągania dochodzimy już przy założeniu hipotezy triumfu Bregman w drugiej turze. Wierzyć, że FIT-U osiągnęłoby 80% głosów ludowych, które byłoby potrzebne, aby przejść od zaledwie trzech do stu posłów w jednym cyklu wyborczym — to już proponowanie nam powieści Borgesa (nie istnieje). Mając ten kontekst na uwadze, natychmiastowym wynikiem dekretu byłoby automatyczne uformowanie parlamentarnej większości establishmentu (peronistycznej i anty-peronistycznej) do przyspieszonego odrzucenia dekretów i, przy ich insistencji, błyskawicznego impeachmentu za „złe pełnienie funkcji". Wszelki opór instytucjonalny zostałby stłumiony tym samym wynikiem aż do zaprzysiężenia najbliższego nie-trockistowskiego działacza jako prezydenta tymczasowego.
Gdyby FIT-U próbowało oprzeć się instytucjonalnemu wyrzuceniu na ulicach, stwierdziłoby, że nie kontroluje ani aparatu represji państwa (którego policjanci strajkowali nawet przeciwko umiarkowanym rządom peronistycznym), ani baterii mobilizacji społecznej zdolnej do stawienia mu czoła (jego najtwardsza militantna baza składa się ze studentów klasy średniej i wyższej klasy średniej, a duże grupy związkowe i ich aparat pozostają w rękach peronizmu).
I tak ewentualna prezydentura trockistowskiej działaczki nie przekroczyłaby trzytygodniowego przestrachu, przed jej chaotycznym i hałaśliwym końcem, którego konsekwencje przeszłyby głównie przez panikę rynków i katastrofę polityczną trudną do odbudowania dla kraju.
Scenariusz drugi: Bregman robi wszystko, co może robić
Scenariusz drugi jest, zdaniem autora i ironicznie, najbardziej prawdopodobny. Przy całej krytyce, jaką można jej postawić, jest niepodważalne, że Myriam Bregman miała długą karierę polityczną i parlamentarną. Wbrew swoim zapalczywym deklaracjom i pozie „Umiarkowana Nigdy", słuszne jest przypuszczenie, że wie bez żadnych wątpliwości, co by się stało, gdyby wygrała i spróbowała uruchomić „rewolucję" dekretem (tzn. zna scenariusz pierwszy).
Załóżmy zatem scenariusz, w którym postanawia sprawować prezydenturę ze świadomością najbardziej podstawowych ograniczeń swojego działania. Czyli zrezygnować z trockistowskiego programu, by przewodzić postępowemu rządowi z agresywnym tonem, nie próbując niszczyć machiny, która byłaby nie do zniszczenia dla jej partii. Tu wynik jest nieco bardziej niepewny, ale prawdopodobieństwa pozostają nieuchronnie przeciwko niej.
Mówimy o scenariuszu, w którym Bregman decyduje się przyjąć bardziej umiarkowaną postawę w krótkim lub średnim terminie. Starałaby się zwiększyć margines państwa dla realizacji polityk społecznych, negocjować zatwierdzenie szeregu ustaw zwiększających prawa pracownicze i świadczenia społeczne, a może nawet „szukać alternatyw" wyjścia z geopolitycznego impasu, który implikowałoby zaostrzenie retoryki wobec MFW.
Problem polega na tym, że zrobienie tego wymagałoby nieuchronnej zdrady podstawowych podstaw politycznych jej partii i przede wszystkim jej najbardziej radykalnych sojuszników wewnątrz FIT-U (jak Partido Obrero). Argentyński trockizm od swojego zarania opierał się na fragmentacji wobec dyssensu i tym razem nie byłoby inaczej. Duża część najbardziej agresywnych lub „fanatycznych" działaczy koalicji (zaskoczonych, że nie następuje przejęcie władzy wymyślone przez Marksa w latach siedemdziesiątych XIX wieku przez proletariat, który nie istnieje ani w Argentynie, ani nigdzie indziej we współczesnych czasach) zerwałaby z rządem w ostrych słowach w ciągu kilku tygodni.
Bregman miałaby (na swój plus) czynnik, który wymieniliśmy w pierwszej sekcji: że zjawisko wyborcze obraca się wokół niej, a nie FIT-U. Jeśli jej przywództwo nad lewicowym głosem byłoby wystarczająco silne, wewnętrzna dysydencja nie oznaczałaby utraty poparcia. Wręcz przeciwnie — jej wyborcy postrzegaliby ją jako „bardziej wykonalną" niż jej partia i w pierwszym etapie to by ją wzmocniło.
Ale nawet zakładając, że to nie nastąpi lub nie oznacza większej straty dla hipotetycznego trockistowskiego rządu, Bregman obejmowałaby urząd w totalnej instytucjonalnej słabości, gdzie każdy moderujący zamiar przechodziłby przez porozumienie z sektorami peronizmu i kirchneryzmu, które być może wykazywałyby propozycjonalne nastawienie w krótkim terminie, ale nie zawahałyby się wycisnąć z rządu, który nie mógłby pozwolić sobie na fałszywy krok, jak najwięcej (groźba odwołania ze scenariusza pierwszego pozostawałaby tak samo aktualna). Oczekiwana ucieczka aktywistycznego aparatu tylko by ją osłabiła w tej negocjacji, wymuszając bardzo twarde ustępstwa i przejęcie państwa przez mroczne grupy władzy.
Następnie pojawia się konieczność obsadzenia stanowisk w państwie przy braku wystarczającej liczby własnych kadr. W tym celu najbardziej prawdopodobnym wynikiem byłoby włączenie elementów tradycyjnej polityki, w większości z kirchneryzmu lub peronizmu, w taki sam sposób, jak La Libertad Avanza zrobiła to z macrizmem, ale ze znacznie bardziej wyraźną skalą niekorzyści partyjnej dla rządu. Pozostałe luki byłyby wypełnione, podobnie jak przy Mileiu, figurami bez doświadczenia administracyjnego wywodzącymi się z szemranych sektorów aktywizmu akademickiego lub ulicznego, z podobnymi wynikami jak te widziane w libertariańskim zarządzaniu (być może tylko nieznacznie lepiej ukształtowanymi przez ideologizację).
Między tym a totalną legislatywną zależnością od peronizmu, konsekwencjami byłby ekstremalnie słaby rząd koalicyjny, o podobnym tonie do tego Alberta Fernándeza lub może, w najlepszym aspekcie i zakładając relatywnie sprawne zarządzanie ze strony Bregman, do tego Gabriela Borica w Chile. Margines, jaki zarządzanie miałoby dla realizacji swoich polityk, byłby ekstremalnie wąski i bardzo prawdopodobnie zmuszałby do niepowodzenia wiele z jej najbardziej ambitnych propozycji społecznych.
Do tego dodajemy niebezpieczny kontekst ekonomiczny, finansowy i zagraniczny. Już sam wyborczy triumf Bregman automatycznie wywołałby panikę bankową i szereg ruchów finansowych wobec oczekiwanej paniki rynkowej z powodu dysruptywnego wzniesienia się siły deklaratywnie komunistycznej i antykaptalistycznej. Prawie cały region będzie w najbliższych latach nadal rządzony przez siły prawicowe, a w Stanach Zjednoczonych trumpizm pozostanie u władzy co najmniej do początku 2029 roku.
Nie mogąc dotrzymać obietnic w krótkim i średnim terminie, nie mogąc zatwierdzać polityk bez natychmiastowego weta niezdecydowanych lub zamkniętych sektorów władzy i nie mogąc osiągnąć porozumienia z zdecydowanie wrogimi sektorami międzynarodowymi — prezydentura Bregman bardzo prawdopodobnie zobaczyłaby swój kapitał polityczny zliquidowany w rekordowym czasie, a jej konsekwencjami mogłoby być albo agoniczne załamanie wyborcze (kończenie mandatu dysząc w rękach triumfu prawicy lub peronistycznego oponenta), albo w najgorszym aspekcie wybuch społeczny podobny do tego z 2001 roku.
Co kryje zjawisko
Wyobrażanie sobie Bregman (lub jakiegokolwiek innego działacza wywodzącego się z lewicy) wygrywającego wybory prezydenckie w Argentynie to interesujące ćwiczenie, ale nie prognoza. Istnieje bardzo wiele czynników przeciwnych, znacznie więcej niż te, z którymi borykał się Milei. Jednak może najbardziej istotne nie jest idea samej Bregman lub samego Frente de Izquierda rosnącego jako opcje polityczne, ale coś znacznie bardziej niepokojącego i interesującego: polityczne osierocenie argentyńskiej opozycji.
Ze strony peronizmu widzimy już te same przytłumione reakcje, które, zdaniem autora, wyglądają bardzo podobnie do retoryki Juntos por el Cambio mówiącej o Mileiu w 2022 roku: że jest niewykonalny, niemożliwy, nie ma aparatu, jest zbyt skrajny. Bardzo wielu analityków, wliczając mnie samego, popełniło błąd wierząc, że takie kategoryczne stwierdzenie miało wartość w 2023 roku, a Javier Milei udowodnił, że możliwe jest pokonanie aparatów i zasobów nieskończenie wyższych.
Ze strony samej Bregman i FIT-U, pojawienie się razem z resztą opozycji jest już krokiem naprzód ku „wyborczej wykonalności". Ze strony peronizmu, zezwolenie na to, by trockistowska działaczka wypchnęła ich ze sceny, może pozostać (długoterminowo) jako izolowany incydent, ale szybka lektura odsłania głęboki impas polityczny, przez który przechodzi ruch założony przez Juana Domingo Peróna ponad osiemdziesiąt lat temu. Widoczne było to już podczas wyborów śródmandatowych i jest widoczne rutynowo w walkach wewnętrznych o kontrolę nad dźwigniami aktywistycznymi, związkowymi i wyborczymi.
Podsumowując, momenty „medialno-sondażowe" takie jak ten, który przeżywa Myriam Bregman, wydają się (i mogą być) anegdotyczne, niemal deliryczne, ale nie przestają być interesujące do analizy, zwłaszcza w kraju, w którym duża część elektoratu dotrze do 2027 roku z poczuciem, że wszyscy ją zawiedli i że nikomu nic nie jest winna.
Udostępnij
Dla Instagrama: skopiuj link i wklej go w relacji lub wiadomości prywatnej.
Kontynuuj z

Opinia · Análisis regional
Nieustanne wahadło: nowy zwrot na prawo i marginalizacja postępowców w Ameryce Łacińskiej
Konserwatywny zwrot przekształca mapę Ameryki Łacińskiej wobec spójnego bloku autorytarnego. Kluczowe pytanie brzmi już nie: która tendencja zwycięży, lecz: czy instytucje wytrzymają to wahnięcie.
Felipe Daniel Barrientos

Opinia · Esej humanistyczny
Rasizm i ksenofobia: w jaki sposób stereotypy poniżają kondycję ludzką?
Po Mistrzostwach Świata 2026 pomnożyły się ksenofobiczne ataki na Argentyńczyków. Manifest przeciw rasizmowi, przeciw fałszywemu zastosowaniu amerykańskich kategorii rasowych do społeczeństwa historycznie i konstytucyjnie integrującego, oraz obrona ludzkiej godności jako zasady niepodlegającej negocjacji.
Juan Tomás Jara Masson

Opinia · Ensayo urbano
W stronę architektury demokracji
Od maszyny zamieszkiwania do maszyny współżycia. Gdy polityka gubi się w natychmiastowości, prawdziwe porozumienie demokratyczne wdycha się w ulicy: podróż po napięciach między sztywnością a spontanicznością oraz jak przestrzeń publiczna definiuje nasze współżycie.
Gabriela López

Komentarze
Brak komentarzy. Otwórz rozmowę.
Zaloguj się, aby komentować. Zaloguj się